• Wpisów:117
  • Średnio co: 16 dni
  • Ostatni wpis:3 lata temu, 13:54
  • Licznik odwiedzin:6 992 / 1986 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
39 Tydzień
Kolejny tydzień trwa. Tego nikt z nas się nie spodziewał. Liczyliśmy, że pojawisz się na świecie 06 marca, a tu za niedługo mamy kwiecień. O Matko!

Do Świąt miałam być zwarta i gotowa a tu co? Co to za psikusy maluszku?

W piątek 20 marca mija Twój termin. Znowu czeka mnie KTG i krótka wizyta. Jak nie urodzisz się do 27-go, to niestety będziemy musieli zawitać do szpitala, a tego bardzo byśmy nie chcieli.

Próbujemy domowych sposobów. Odkurzam, spaceruję, zwiedzam galerie handlowe, chociaż wcale nie mam ochoty, bo i tak nic nie mogę sobie kupić. Nawet moich ukochanych butów. Jedyne co teraz pasuje na moją stopę, to gumowce, albo płetwy. Mało seksowne.

Masujemy sutki, uprawiamy seks - nawet dwa razy dziennie i nic. Cisza na planie. Zaparł się i nie zamierza wychodzić.

Z jednej strony nie dziwię Ci się syneczku, ale pomyśl też o tych wszystkich ludziach, którzy z wielkim utęsknieniem czekają na Ciebie. Bądź tak miły i wyjdź już z tego ciasnego i ciemnego mieszkanka. My tu czekamy. Czekamy.

 

 
33 tydzień.
Dzisiejsza wizyta u lekarza (jak każda zresztą) mnie uspokoiła. Zawsze wracam od lekarza z uśmiechem. I dobrze.

Mały rośnie. Waży już 2,5 kg. Jeszcze ponad kilogram na pewno mu przybędzie. Fajnie. Muszę go urodzić. Co tam. Damy radę.

Lekarz mówił o znieczuleniu zewnątrzoponowym. Powiedziałam, że póki co, to nie chcę. Zobaczymy jak wyjdzie w praktyce.

Raz już wbijano się do mojego kręgosłupa i nie chciałabym, aby ktoś robił to po raz kolejny. Mam nadzieję, że przy tym zostanę.

A za oknem. A za oknem ciągle pada śnieg. Przyszła zima, jak powinna już odejść. Nie chcemy cię zimo. Jest ślisko, mroźno i niebezpiecznie. Trzeba siedzieć w domu. Dla naszego bezpieczeństwa.

Jestem sama, więc mi się nudzi. Nikt mnie nie odwiedza. Każdy grzeje się pod kocykiem w domku. A ja? Niech ktoś przyjdzie na dobrą herbatkę malinową. Plis...

 

 
Plan Porodu
Napisałam swój plan porodu. Nie wiem, czy położne będą z tego zadowolone, ale skoro istnieje taka możliwość, to dlaczego mam z niej nie skorzystać?

Chciałabym rodzić w sali pojedynczej - wiem, marzenia. Jeszcze większym jest fakt posiadania w niej toalety. Nieźle, co?

Chciałabym rodzić z mężem - na to się zgadzają. Dodatkowo chcę, żeby był przy mnie cały czas - a co, niech patrzy jaka to wielka i długotrwała przyjemność.

Zależy mi na tym, żeby podczas mojego "tracenia" resztek godności, na sali były tylko osoby niezbędne. Nie potrzebuję grona uczących się i patrzących na mnie z politowaniem. A może ze współczuciem.

Wolałabym, żeby była przy mnie jedna położna. Nie chcę zmiany co 15 minut. Przyzwyczajam się. No chyba, że będzie wyjątkowo niemiła, to wolałabym, żeby sobie poszła.

Nie chcę lewatywy, czy golenia krocza. Sama zrobię to w domu. I tak 99% kobiet podczas porodu wydala ze swojej pięknej, zgrabnej i jędrnej pupy kupkę. No cóż, nikt nie powiedział, że będzie miło i komfortowo.

Nie chcę "standardowego" zakładania wenflonu tuż przy przekroczeniu szpitalnego progu. Jak będzie konieczny, to zdążycie założyć. Spokojnie. Mamy dużo czasu.

Chce na bieżąco wiedzieć, co się dzieje. Takie małe TVN24.

Chciałabym urodzić naturalnie. Naturalnie boleśnie. Rozumiem.

Na wszelkie udziwnienia typu oksytocyna, czy przebicie pęcherza zgadzam się tylko wtedy, gdy jest to konieczne. I oczywiście zanim to nastąpi, chcę wyjaśnień. I chcę być pewna, że to ostateczność. Że zrobiliście wszystko. Wszystko.

Proszę ograniczyć ilość badań dopochwowych do minimum. Proszę. I tak się nacierpię.

Chciałabym pić. Wodę oczywiście. Wiem, że mogę. Chociaż tyle.

W pierwszej fazie porodu, chcę móc się poruszać. Swobodnie. Korzystać z tych unowocześnień, które tak pięknie prezentują się na stronie internetowej.

Chodzę do szkołę rodzenia, ale pewnie ze stresu i bólu zapomnę, co mam robić, a czego unikać. Proszę o instruowanie mnie w trakcie porodu.

Chce korzystać z niefarmakologicznych sposobów łagodzenia bólu. Może poproszę o coś "mocniejszego", może mi podacie. Może ulżycie. Nie chcę, aby ktoś wbijał mi się w mój kręgosłup wielką igłą. Mam nadzieję, że w trakcie porodu decyzji nie zmienię.

Aha, nie chcę, aby nacinano mi krocze. Ochroń je moja droga położno. Plis!

Jeżeli okaże się, że muszę mieć cesarskie cięcie (wypluć to!), to proszę, aby był przy tym mój mąż. Po "wszystkim" niech weźmie małego i przytuli "skóra do skóry", skoro ja nie mogę. A ja maluszku, chcę Cię nakarmić jak najszybciej. Oboje wiemy, jakie to dla Ciebie dobre.

W naturalnym przebiegu porodu, chcemy żebyś to Ty Ojcze przeciął pępowinę. A ja będę z Tobą maluszku w kontakcie "skóra do skóry", tak długo, jak będzie nam to potrzebne. Nakarmię Cię jeszcze na sali porodowej. Dla Twojej odporności. Potem ubiorą Cię w rzeczy, które kupiliśmy wspólnie z tatusiem. Wszelkie niezbędne badania wykonają potem - będą mieli czas.

No i łożysko - niech się rodzi "samodzielnie". A co mi tam.

Po tym całym zamieszaniu, chcę Cię mieć przy sobie. Pokażą, jak Cię przewijać i kąpać. Chociaż, ja to wiem.

Pora wyjść do domku - jak najszybciej.


 

 
Polecam:




 

 
Ojj! Dawno mnie tu nie było. Właściwie to sama nie wiem dlaczego. Zawsze coś. Kolejne tygodnie mijają. U mnie trwa 18 tydzień. Jeszcze dwa i połowa za mną. Małe bobo rośnie. Wszystko dobrze. Pierwsze badania prenatalne wyszły ok. Za niedługo będą kolejne. Zaczęliśmy się zastanawiać nad imionami. Myślałam, że będzie łatwiej. Ciężko zdecydować się na te jedno, konkretne, które będzie towarzyszyło nam już do końca. Jeżeli chodzi o dziewczynkę, to mąż chciał Igę, a ja Polę. Zdecydowaliśmy się na Laurę. Co do chłopca, to problem okazał się dużo większy. Ja chciałam Aleksa, a mąż był zdecydowanie przeciwny. Po kilku dniach dyskusji zdecydowaliśmy się na Leona. Lubię krótkie imiona. Drogą "krakowskiego targu" została nam Laura i Leon. W zeszłym tygodniu w poniedziałek udaliśmy się do lekarza na kolejną wizytę. I otóż nastał cud. Będziemy mieli SYNA! Pierwszy mężczyzna w rodzinie. Sam wśród samych kobiet. Dziadek pęka z dumy. No cóż, na nas zawsze można liczyć
Czuję się ok. Mdłości nie opuszczają mnie nadal, ale właściwie to już się przyzwyczaiłam. Ochoty na sex nadal brak :< Zachcianek brak. Jak już, to bardzo rzadko. Póki, co przytyłam 1 kg, więc nie jest źle jak na 18 tydzień. Obiecuję poprawę i systematyczne pisanie. Dzięki za cierpliwość. Do usłyszenia
 

 
jednodniowy powrót lata
 

 
A pogoda za oknem typowo jesienna. Zero optymizmu. Nie cierpię jesieni!
  • awatar asia3544: U nas tez była taka pogoda, a dzisiaj świeci słonko i jest ciepło :D
  • awatar Domi in the World: noo niestety a rok temu były upały do 30 stopni pod koniec sierpnia :( a teraz brr
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Dni mijają powoli, a ja przyzwyczajam się do mojego stanu. Nie ma się co użalać nad sobą - nie ja pierwsza nie ostatnia Jutro święto, więc sprzątać nie będę - zrobiłam to dzisiaj. Teraz kombinuję, co by tu ugotować? Wolałabym, żeby codziennie rano ktoś mi powiedział: chcę to i to, a ja bym gotowała. Największy problem mam zawsze z tym, co ugotować... Zrobię kotlecika, ziemniaki i fasolę szparagową z bułką tartą. I już. A co się będę przejmować
 

 
I mamy kolejny tydzień. Moje siedzenie w domu pomału dobiega końca. W tym roku zleciało zdecydowanie za szybko. Za chwilę zakupy, potem dentysta. Idę do niej pierwszy raz - mam nadzieję, że nie będzie bolało. "Moja" dentystka jest na urlopie, więc zdecydowałam się na pójście do innej. Mam nadzieję, że wizyta szybko minie...
 

 
Zaczął się 8 tydzień. Dwa miesiące szybko zleciały. Przewidywany termin porodu mam na 20 marca 2015. Waga stoi w miejscu. Chociaż tyle Mdłości nadal są. Za każdym razem, kiedy je poczuję muszę coś przekąsić. Za niedługo wracam do pracy. Mam nadzieję, że do tego czasu będę się czuła dobrze. Mam nadzieję... Do lekarza idę pod koniec sierpnia. Muszę zrobić badania i koniecznie odwiedzić dentystę. Książka kupiona, czytam co tydzień dotyczący mnie rozdział. Fajna. Napisana humorystycznie. Nie taki typowy nudny poradnik dla przyszłych mam. Nadal nie mam ochoty na słodkie, w ogóle na nic nie mam ochoty. Jem tylko dlatego, że mnie mdli. Bardzo mało piję. Wiem, że powinnam dużo więcej, ale nie mam ochoty. I już. A gdzie się podział mój popęd seksualny? Halo? Gdzie jesteś?
  • awatar Nellys: super, chyba jesteśmy na podobnym etapie ciąży, u mnie 8tc licząc od miesiączki a 6 tc wyszed z bety :) powodzenia :*
  • awatar motylek177: Ponoć większość kobiet w początkowej fazie ciąży nie ma zwyczajnie ochoty na sex. Wydaje mi się, że myślimy o dziecku i ogólnie. Fajny termin w marcu :) Będzie już cieplutko :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Byłam u lekarza. Potwierdził. Będziemy rodzicami. Wszystko ok. Nasze małe bobo ma 0,66 cm. Cóż za imponujący wynik Wg obliczeń lekarza jestem w 6 tygodniu. Dzisiaj zaczął się 7 tydzień. Moje samopoczucie nadal takie samo, chociaż powoli przyzwyczajam się do całodobowych mdłości. Mąż bardzo się cieszy. Aż strach pomyśleć, co będzie dalej. Póki co schudłam 2 kg, co mnie cieszy Jakoś zawsze to lepiej w dół niż w górę
 

 
Nie znoszę użalać się nad sobą. Nie cierpię jak "coś" mi dolega, a ja nie mogę nic na to poradzić. Moje samopoczucie jest do d***! Codziennie to samo. Jak nie zjem czegokolwiek tuż przed pójściem spać, to budzę się w nocy z okropnymi mdłościami. W ciągu dnia też muszę ciągle coś przegryzać. A nie wszystko pomaga. Najgorsze jest to, że na razie nikomu o tym nie powiedzieliśmy - chcemy przeczekać jak długo się da, żeby upewnić się, że wszystko jest ok i dopiero wtedy podzielić się tą radosną nowiną. Ale jak tu "udawać" skoro ciągle jestem senna, zmęczona, ciągle mnie mdli i na nic nie mam ochoty. W czwartek idę do lekarza, mam nadzieję, że wszystko będzie ok. Może on coś poradzi na te moje mdłości, chociaż z tego co wiem, na to pomaga tylko upływający czas... Martwi mnie tylko, jak mój kochany mąż ze mną wytrzyma... I ten całkowity brak ochoty na seks...
 

 
I się zaczęło. Dokładnie od wczoraj. Minęły pierwsze 4 tygodnie i poszło... Rano obudziły mnie makabryczne mdłości. I tak zostały, aż do nocy. Cały dzień. Cały Boży dzień. Jakaś totalna katastrofa. Wieczorem postanowiłam, że może znajdę coś w Internecie na ten temat, coś co mi pomoże. Szukałam i znalazłam. Trzeba jeść. Często, ale małe ilości. I tak oto zastosowałam się do tej zasady. I jest lepiej. Znacznie lepiej. Jem średnio, co dwie godziny, bo po tak krótkim czasie znowu zaczynam odczuwać mdłości. Przekąszę jakiś owoc, albo wafelek ryżowy i już jest lepiej. Najgorsze było to, że mdłości obudziły mnie o 04:40 rano, ale na szczęcie mój kochany mąż położył mi przy łóżku kanapeczkę - oczywiście ciemne pieczywko z warzywami. Ugryzłam cztery razy i przeszło. Rano już mnie mdłości nie obudziły. Tak jak wspomniałam wcześniej - pomaga, ale nie oznacza to, że czuję się znakomicie. A chcę się tak czuć...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Nie wytrzymałam dwóch dni. Kolejnego dnia z rana zrobiłam kolejny test. Teraz kreseczka była bardziej widoczna. Już nie mam wątpliwości... W niedzielę wyjechaliśmy na wakacje. Miesiączki jak nie było, tak nie ma. Są za to "objawy" mojego stanu. Od kilku dni czuję mdłości. I totalny brak apetytu. To akurat mnie cieszy
Wybrałam się do księgarni, aby kupić książkę "Ciężarówką przez 9 miesięcy", ale jej nie ma. Muszę podjechać do innej księgarni - może tam będzie. Słyszałam o niej same dobre opinie.
 

 
Dzisiaj piątek. Nie mogłam spać. Wstałam z samego rana i pierwszą rzeczą jaką zrobiłam, była próba ciążowa. Odczekałam 5 minut, jak każe producent i co zobaczyłam? Pierwsza kreska bardzo intensywna a druga hmm bardzo mało widoczna, ale jest. Zgodnie z zapewnieniami producenta JESTEM W CIĄŻY, tylko test zrobiłam zbyt szybko i dlatego kreseczka jest taka blada. Powtórzę go za dwa dni i mam nadzieję, że nie będzie już żadnych wątpliwości
  • awatar życie po...: @motylek177: miesiączkę miałam dostać w piątek i tego dnia rano zrobiłam test. Słabo widoczna druga kreseczka. Kolejnego dnia zrobiłam kolejny i już nie miałam wątpliwości:)
  • awatar motylek177: Kiedy robiłaś test ?? Przed spodziewaną miesiączką czy po ?
  • awatar Po Drugiej Stronie Lustra.....: Gratulacje! :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Pogoda...Ach, ta pogoda. Mamy lipiec, a pogoda listopadowa. Katastrofa. Ewka dzisiaj "zaliczona". Potem zaczęłam się nudzić, szperałam w necie i znalazłam fajne filmiki. Grzech było nie skorzystać. Pierwszy z nichwykonałam z wielką przyjemnością. Było mi mało, więc sięgnęłam po kolejny
  • awatar Folari: A ja bardzo się cieszę z powodu takiej pogody. Miałam dość upałów. :/
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
4 tydzień Chodakowskiej trwa. W niedzielę wyjazd. Już się nie mogę doczekać, kiedy będę wygrzewała swoją dupkę w słoneczku. Mam nadzieję, że te kilka dni wystarczy, żebym się pięknie opaliła. Jeszcze trzy dni i prawda wyjdzie na jaw. Odpoczywam sobie pełna nadziei na zbliżający się weekend...
  • awatar Gość: Też mam nadzieję że się opale :3 Fajny Blog :) Zapraszam jak masz czas
  • awatar Paskuda...: ja się opaliłam przez jeden dzień i wyglądam jak murzyn.. więc spokojnie :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Jeszcze 5 dni. Za te kilka dni dowiem się, czy zostanę mamusią. Bardzo bym chciała. Póki co, nie mam typowych objawów, które występowały u mnie przed każdą zbliżającą się miesiączką, ale może ich nie ma, bo koniecznie nie chcę, żeby się pojawiły. Może to tzw. działanie podświadomości. Mam nadzieję, że nie dostanę miesiączki a jak zrobię test, to pokaże on dwie kreseczki
 

 
Wpisałam w wikipedii słowo "przeczucie", ale wynikiem tego okazał się tylko film. Każdy z nas ma coś takiego, co powoduje w naszej głowie niepokojące myśli, które z dnia na dzień przybierają na sile. I nie mam tu na myśli szóstki w totka. Niestety. Na samym początku pojawiają się rzadko. Czasami. Potem przybierają na sile. Punkt kulminacyjny, to tylko kwestia czasu. I co wtedy? Czas na konfrontację. Właściwie, to nie wiem po co, skoro i tak znamy jej zakończenie. Przecież kobiety zawsze szukają problemu, tam gdzie go nie ma, są przewrażliwione i na siłę chcą zepsuć, to co jest dobre. Ale drodzy panowie zapominacie o jednym - kobieca intuicja nigdy nie zawodzi. Przynajmniej nie mnie...
 

 
I koniec weekendu. A co to dla mnie oznacza - wakacje
Weekend minął bardzo sympatycznie, choć w sobotni wieczór mogło być zdecydowanie lepiej. A to wszystko za sprawą dzieci... Jak ja nie znoszę, kiedy na imprezy, gdzie jest alkohol przyprowadza się dzieci. Nie rozumiem celu tego działania. Po co przyprowadzać trzyletnie nieposłuszne dziecko na imprezę z dorosłymi? Przecież gospodarze nie mają dzieci. I jak wygląda taka "posiadówka"? Wszystko kręci się wokół niegrzecznego, niesfornego i nieznającego słowa "nie" dziecka, a rodzice? Rodzice nic. Zero zwracania uwagi. Zero dyscypliny. Nic. Nie toleruję takiego zachowania. Nie rozumiem, po co ludzie mają dzieci, skoro ani nie mają pomysłu, ani chęci, ani predyspozycji do tego, aby je wychować? Ludzie, obudźcie się!!!
  • awatar Sugar Cane: Tu się z Tobą zgadzam. Mnie również denerwuje "uszczęśliwianie" przez kogoś swoimi dziećmi przyprowadzając je na imprezę. I najgorszy jest fakt, że to dziecko jest traktowane, jakby wszystko mu się należało, bo jest dzieckiem. A później małe słodkie dzieciątko rośnie na roszczeniowego potwora.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›